Największy skarb - w przykładach

Czytamy w żywocie św. Izydora, że rolę bogatego szlachcica z Madrytu podjął się uprawiać za ustaloną roczną zapłatę. Czego też pilnie dopełniał, nie zaniedbując wszakże, co dzień rano słuchać Mszy Świętej. Jego postępowanie tak się Panu Bogu podobało, że Aniołów posyłał mu do pomocy, aby w uprawie roli nie było straty. Jego żona, szedłszy z jadłem do niego w pole, widziała nieraz, jak dwóch Aniołów z wołami i z pługami orać dopomagało jej mężowi. Św. Izydor tego nie widział ani mu żona jego Marriba o tym nic nie wspomniała, żeby go nie pobudzać do próżności, była bowiem bardzo świątobliwą niewiastą. Lecz kilku rolników sąsiednich, zazdroszcząc powodzenia Izydorowi, oskarżyło go przed panem, że biega po kościołach w mieście, a późno rozpoczynając uprawę roli, zaledwie połowę roboty dziennej odrabia. Pan, chociaż Izydora bardzo polubił, pragnął wszakże naocznie się o tym przekonać. Poszedł, przeto na pole i ujrzał z daleka Izydora orzącego wspólnie z dwoma Aniołami. Zdziwiony wielce, przyśpieszył kroku, by lepiej mógł się przypatrzyć tym dwom cudownym osobom; lecz skoro blisko stanął, znikli mu z oczu wraz z wołami i z pługami. Ochłonąwszy ze zdumienia, zapytał się uprzejmie Izydora: „Co to za ludzie, którzy tobie w oraniu dopomagali?” Święty roześmiał się nie wiedząc, co odpowiedzieć. Gdy jednakże pan zaręczał, że istotnie widział dwóch z nim razem orzących ludzi, św. Izydor odpowiedział: „Zaprawdę wydaje się panu, przy robocie mojej żadnych ani widziałem pomocników, ani ich sobie nie przywołałem, prócz Boga mojego, którego zawsze wzywam ku pomocy mojej”. Wtedy szlachcic przekonał się, że owymi dwoma oraczami byli Aniołowie i bardzo się ucieszył, że tak pobożnego ma robotnika.
Z tego podania poznasz, ze słuchanie Mszy Świętej pracy nie opóźnia, ale ją, owszem, przyśpiesza, ponieważ Bóg tak zrządził, że w takim razie roboty nasze udają nam się lepiej i prędzej. Nie słuchaj ludzi mówiących: „Co mi tam po Mszy? Bogatszym nie będę ani szczęśliwszym”.

Pewien ubogi robotnik miał osobliwe nabożeństwo do Mszy Świętej i nigdy jej prawie nie zaniedbał, skoro mu tylko czas pozwolił. Jednego dnia wcześnie wstawszy, poszedł na rynek, gdzie według zwyczaju czekali wyrobnicy za robotą. Tymczasem zadzwoniono na Mszę Świętą, a nasz wyrobnik, nie czekając na próżno, pobiegł do kościoła. Wysłuchawszy pobożnie Mszy Świętej, zabawił tam jeszcze nieco dłużej, prosząc Pana Boga gorąco o chleb powszedni. Kiedy powrócił na rynek, już wszyscy inni najęci byli do roboty, a po niego nikt nie przychodził by go wynająć. Po długim wyczekiwaniu smutny szedł do domu i już prawie zaczął żałować, że słuchaniem Mszy Świętej stracił zarobek dzienny. Wtem spotkał jakiegoś bogatego pana, pytającego się, czemu jest tak smutny? Odebrawszy od robotnika odpowiedź, że przykro mu, iż dla słuchania Mszy Świętej pozbawił się zarobku, odrzekł: „Nie martw się, ale idź i wysłuchaj jeszcze jednej Mszy Świętej za mnie, a dam ci zapłatę za cały dzień”. Poczciwy ten robotnik poszedł wesoło i wysłuchał wszystkich Mszy Świętych, które odprawiano w klasztorze. Powróciwszy do bogacza, dostał od niego dobry obiad, bochenek chleba i dwa złote. Za tą szczodrobliwość gorąco podziękował i uradowany odszedł do domu. Na drodze spotkał jakiegoś znakomitego pana, który go zagadnął, dlaczego jest taki wesoły? Biedak opowiedział mu, co zaszło, chwaląc szczodrobliwość bogacza. Pan zaś ten rzekł uroczyście: “Bardzo mało dał ci ten bogacz za tyle wysłuchanych Mszy Świętych, wróć do niego i powiedz mu, że ci ma dać więcej, inaczej na złe mu to wyjdzie”. Robotnik wrócił do bogacza, opowiedział mu, co usłyszał od owego pana, i opisał mu jego majestatyczną postać. Bogacz domyślając się, że ten pan to jakiś mąż świątobliwy, dał biedakowi pięć talarów, prosząc go, żeby się modlił za niego. Robotnik ucieszony śpieszy do domu, aby żonie i dzieciom opowiedzieć swoje szczęście, lecz ów pan zastąpił mu znowu drogę, pytając się, ile by otrzymał. Robotnik bardzo wychwalając bogacza powiedział, że mu dał pięć talarów. Pan ów tajemniczy na to odrzekł: „Idź powtórnie do niego i powiedź mu, że jeśli nie da ci sto talarów, to do jutra nie dożyje”. Biedak wzbraniał się wprawdzie żądać tyle pieniędzy od bogacza, poszedł jednakże za radą tego pana i powtórzył bogaczowi te słowa. Ten zaś zląkł się niezmiernie, bo wielkim był grzesznikiem i nigdy się należycie nie wyspowiadał ze swoich grzechów. Toteż wolał dać robotnikowi sto talarów, aniżeli umrzeć nagłą śmiercią. Następnej nocy objawił mu się Pan Jezus we śnie i rzekł do niego: „Jam jest Tym, który ci przysłał biednego robotnika, dlatego że szatan przed sądem moim surowym wołał o pomstę przeciw tobie, a dla ciężkich twoich występków, z których się nigdy nie wyspowiadałeś, wydałem wyrok na ciebie i dałem szatanowi moc nad tobą. Lecz na szczęście twoje oto stawił się ku twej obronie biedny robotnik, który tak pobożnie wysłuchał Mszy Świętych i tak gorliwie modlił się za tobą, że zawiesiłem mój wyrok i zostawiłem tobie czas do pokuty. Wyspowiadaj się, więc z grzechów swoich, popraw życie i bądź szczodry dla ubogich”. Wszystko to bogacz wypełnił i odtąd pilnie uczęszczał na Msze Święte. Tym sposobem Msza Święta była mu pożyteczniejsza niż bogactwo jego, bo przez nią uchronił się od śmierci doczesnej i wiecznej, a potem żył pobożnie i bogobojnie.

Ten przykład nasunie pytanie: Czy Mszę Świętą sprzedać można? Odpowiedź: Tego bynajmniej nie wolno, albowiem byłby to handel podobny do judaszowego, który sprzedał Pana Jezusa za 30 srebrników. Lecz powiesz może: Ale księża biorą pieniądze za odprawione Msze Święte. Czynią to, dlatego, ponieważ powiedział św. Paweł Apostoł: „Czyż nie wiecie, że ci, którzy trudzą się około ofiar, żywią się ze świątyni, a ci, którzy posługują przy ołtarzu, mają udział w ofiarach ołtarza?” Tak też i pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię (1 Kor 9, 13-14).

OFIAROWANIE MSZY ŚWIĘTEJ - Ile waży Msza św.

Było to w jednym z luksemburskich miast. Do sklepu mięsnego weszła starsza, uboga kobieta i poprosiła o kawałek mięsa. Zaznaczyła jednak, ze nie me pieniędzy. Obok niej stał, zupełnie tą prośbą nie poruszony, strażnik pracujący w sklepie. Rzeźnik drwiąco zapytał: - kawałeczek mięsa? A czym pani zapłaci? Kobieta odpowiedziała: - Pieniędzy nie mam, ale ofiaruję w Pana intencji Mszę Św.

Obaj mężczyźni, dalecy od wiary zaczęli podśmiewywać się z niej. Rzeźnik odpowiedział: - Dobrze proszę iść na Msze św., a dam mięsa tyle, ile waży Msza św. Kobieta wyszła zupełnie niezrażona zachowaniem mężczyzn. Wróciła po godzinie. Rzeźnik wziął od niej karteczkę z napisem: -‘Ofiarowałam za Pana Mszę św.!’ Położył tę karteczkę na szali wagi, na drugiej umieścił kawałek kości. Waga ani drgnęła. Dołożył kawałek mięsa i kość. I znowu nic okazało się, że lekka karteczka waży tyle, co kość i mięso. Zdenerwowany zbadał wagę - była ustawiona prawidłowo. Teraz już ze złością rzucił na wagę pokaźnych rozmiarów szynkę, ale strzałka ani drgnęła. Poruszony tym, co zaszło podarował kobiecie mięso i od tego zdarzenia czynił tak codziennie. Zrozumiał, że Bóg w ten sposób przemówił do niego. Tego dnia nawrócił się. Strażnik, który był świadkiem całego wydarzenia, także uwierzył. Do domu wrócił już odmieniony. Od tego czasu często, wiernie i z wielką pokorą uczestniczył we Mszy św. Tym strażnikiem był mój ojciec, jestem jego synem - kapłanem. Moi bracia są również kapłanami. A ojciec przez całe życie mówił nam, byśmy ze skupieniem i wiarą celebrowali Mszę św. („Miłujcie się” nr. 9-10/2001, s. 38).
 
Roczniki Ojców Kapucynów opowiadają, że pewna niewiasta w mieście Syello miała męża złośnika, który obchodził się z nią po tyrańsku, lżąc i znieważając ją w różny sposób. Takie pędząc życie przez kilka lat, do rozpaczy prawie była przywiedziona. Wtedy - było to w roku 1852 - przybyło do niej dwóch kapucynów po kweście, brat Laktancjusz i brat Franciszek z Nursji.
Z chęcią udzieliła im jałmużny, żaląc się przy tym na swą niedolę. Bracia pocieszali ją, w końcu dali jej życzliwą radę, aby codziennie słuchając Mszy Świętej, Bogu ofiarowała w niej swoje umartwienie, i zapewnili, że niewątpliwie dozna ulgi w swych strapieniach. Kobieta przyrzekła skwapliwie usłuchać tej rady, ale ponieważ mąż tak był nielitościwy, że nigdy nie pozwolił jej bywać na Mszy Świętej w dnie robocze, bardzo się zasmuciła, że za radą zakonników pójść nie była w stanie. Lecz Pan Bóg zrządził, że mąż w daleką musiał się puścić podróż; tym, więc sposobem żona pilnie Mszy Świętej słuchać mogła. Zanosząc wówczas modły swoje Bogu, poleciła Mu siebie i swego męża; szczególniej się modliła o zwrócenie serca zbłąkanego męża na drogę religii. Ten zaś rychlej powrócił z podróży, aniżeli żona się spodziewała, a dowiedziawszy się, ze jego małżonka była na Mszy Świętej, szalał ze złości, złorzecząc jej, a skoro przyszła do domu, tak ją przywitał zelżywie i po grubiańsku, że ją chciał udusić. Nie wiedząc, jak sobie poradzić, wezwała Boskiego ratunku, błagając Chrystusa Pana, aby mocą swej Ofiary Mszy Świętej nie dozwolił jej wyrządzić nic złego. I oto nagle zmartwiało ramię złośnika męża, który skutkiem tego uważając swą małżonkę za czarownicę, wszelkich dobywał sił, aby koniecznie ją udusić, lecz ręce jego jeszcze bardziej zdrętwiały i dopiero wtedy uznał pomstę Bożą, która go dosięgła. Żałował za swój ciężki grzech i przyrzekł żonie poprawę swego bezbożnego życia. Gdy szczerze to postanowił, wezwała ona Boskiego Miłosierdzia, żeby męża jej uwolnić raczył od tego kalectwa; Pan Bóg zaś wysłuchał jej prośby. Surowa ta kara poskutkowała, albowiem złośnik poprawił swe występne życie, z żoną przyzwoicie się obchodził i często słuchał z nią Mszy Świętej.

Pewien rolnik miał takie nabożeństwo do Mszy Świętej, że nawet zajęty robotą na polu lub w lesie, skoro usłyszał dzwonienie na Mszę Świętą, natychmiast pług i woły swoje zostawiał, a sam do kościoła śpieszył. Do tego pobożnego zwyczaju nawykł za młodu i trwał w nim wytrwale aż do starości. Pewnego razu idąc z pola do kościoła, drogą bardzo przykrą z powodu niepogody, mówił do siebie: „Jestem już stary, chodzić nie mogę jak za młodu i myślę, że pan Bóg nie poczyta mi za złe, jeśli odtąd z pola nie będę chodził na Mszę Świętą. Gdy zadzwonią na Mszę Świętą, a będę w domu, rad na nią podążę, lecz będąc na polu - zostanę przy robocie”. Gdy tak sobie postanowił, słyszał kogoś idącego za sobą, a gdy się obejrzał, ujrzał Anioła, niosącego w zwoju swoim wiele pięknych kwitnących róż. Anioł tak był śliczny, iż rolnik mniemał, że widzi samego Pana Boga. Upadł, przeto na kolana i rzekł: „O mój Boże kochany! Skądże mi ta łaska, że przychodzisz do mnie? „Anioł odrzekł: ‘Jam nie jest twoim Bogiem. Lecz twoim Aniołem Stróżem’. Wieśniak odpowiedział: „Mój drogi Aniele! Jakiż to powód, ze na mnie spojrzeć raczysz?” A Anioł na to: “Bóg mnie posłał, abym chodził za tobą, co też zawsze czyniłem, ile razy z pola odchodziłeś na Mszę Świętą”. „A to, na co?” - zapytał chłopek. „Ileś kroków zrobił do kościoła - odpowiedział Anioł - tyle róż wyrastało pod twoimi stopami. Te zawsze zrywałem i do Nieba odnosiłem”. Po czym wyjąwszy róże ze swego zawoju, pokazał je i rzekł: „Patrz, oto te róże uszczknąłem pod twoimi stopami, dlatego radzę ci, żebyś nie wykonał tego, coś dziś postanowił, ale raczej żebyś nadal uczęszczał do kościoła, jakoś zwykł był czynić za młodu. Jeśli aż do zgonu twego wytrwasz w tym chwalebnym zwyczaju, uwieńczę przy śmierci twą głowę różami i tron twój w Niebie ustroję w róże na wieczne twoje uczczenie”. Wtem Anioł znikł, a chłop płacząc z radości, ucałował jego ślady i dziękował Panu Bogu za to radosne widzenie, którego nigdy nie stracił z pamięci, bo tak był zachwycony pięknością Anioła i cudną wonią róż, że już tylko o rzeczach niebieskich myślał, a wszystko, co doczesne mu obrzydło. Żył, bowiem po tym widzeniu krótki czas i umarł bardziej z pragnienia radości niebieskich niż z boleści choroby.

Św. Jan Jałmużnik opowiadał następujące zdarzenie. Żyło w Aleksandrii dwóch szewców, z których jeden miał żonę i dzieci, a ponieważ codziennie słuchał Mszy Świętej, błogosławił mu Bóg na dobytku doczesnym; drugiemu, chociaż dzieci nie miał i dniem i nocą pracował, w niczym się nie szczęściło, bo nie słuchał Mszy Świętej. Wtedy przyszedłszy pewnego razu do tamtego szewca zapytał: „Powiedz mi, jakim też sposobem dorobiłeś się majątku, kiedy dużo mniej pracujesz niżeli ja?” Na to odpowiedział mu szewc pobożny, że znalazł skarb, z którego co dzień znosi do domu po trosze. Szewc bezdzietny rzekł do niego: „Pokażże mi, kochany sąsiedzie, ten skarb; dozwól, abym i ja zebrał sobie cokolwiek z niego”. „Najchętniej, odrzekł mu tamten, przyjdź jutro rano do mnie, to ci pokażę miejsce, gdzie skarb tak wielki jest ukryty i ze całe miasto nasze z niego mogłoby się wzbogacić”. Nazajutrz raniutko stawił się szewc biedny, lecz jego sąsiad rzekł wtedy: „Pójdźmy najpierw na Mszę Świętą; a potem pójdziemy po skarby”. Po Mszy Świętej zaraz pożegnał się z nim - obiecując jutro dopiero zaprowadzić go na miejsce umówione. Nierad odszedł do domu, lecz nazajutrz już wcześniej przybył; ale jak dnia poprzedniego, był znowu poprowadzony na Mszę Świętą i z próżną ręką wrócił do domu. Gdy to dnia trzeciego ponownie z nim się stać miało, rzekł oburzony: „Drogę do kościoła znam i już od dawna wiem, co to jest słuchać Mszy Świętej, dlatego wcale nie widzę potrzeby, ażebyś drwił ze mnie, skoro mi skarbu pokazać nie chcesz”. Wtedy odrzekł mu szewc pobożny: „Nie gniewaj się na mnie, mój sąsiedzie, bo nie drwiłem z ciebie, alem ci pokazał miejsce skarbu. Miejscem tym bowiem jest kościół, a skarbem Msza Święta, z niej codziennie tyle czerpię dobrego, że w moim domu żadnego nie doznaję niedostatku. Jeżeli i ty chcesz tak uczynić, bez wątpienia to samo dobrodziejstwo od Boga uzyskasz. Powołuję się na świadectwo Chrystusa, który powiedział w swej Ewangelii: „Szukajcie naprzód Królestwa Niebieskiego i sprawiedliwości Jego, a to wszystko (doczesne) będzie wam przydane”. Jam od początku mego małżeństwa przez słuchanie Mszy Świętej szukał Królestwa Bożego i rzeczywiście Bóg przydał mi dostatki doczesne; ty zaś pogardziłeś tą zbawienną radą Chrystusa Pana i Mszy Świętej zaniedbałeś dla roboty, przeto Bóg nie dał ci doczesnego mienia, ale przeciwnie - dał ubóstwo”. Przyjął do serca to upomnienie szewc niepobożny, często odtąd słuchał Mszy Świętej i doznał wkrótce rzeczywiście błogosławieństwa Bożego.

O królu francuskim, św. Ludwiku, pisze Rajmund, że co dzień słuchał dwóch Mszy Świętych, często trzech, a niekiedy nawet czterech. Jego dworzanie z tego powodu szemrali i mówili: „Nie przystoi, żeby król nasz, jakby zakonnik, cały poranek bawił w kościele, ale sprawy państwa należy mu odrabiać, a księżom pozostawić ich Msze Święte”. Król, gdy to usłyszał, rzekł do nich: „Dziwię się, że moi ministrowie sarkają na mnie o słuchanie Mszy Świętej, kiedy pewnie żaden z nich nie narzekałby, gdybym dwa razy tyle czasu marnował na grę w kostki albo na polowaniu”.
Trafna ta odpowiedz zawstydziła nie tylko dworzan, ale zawstydza także wielu ludzi za naszych czasów. Sądzą bowiem z podpuszczenia czarta, że tracą wiele czasu i wiele zysku, gdyby w dzień powszedni wysłuchali jednej i dwóch Mszy Świętych; ale gdy godzinę lub dwie zmarnują na grach, pijatykach, pogadankach albo na spaniu, za nic sobie tego nie mają, myślą owszem, że tych godzin dobrze użyli. Co to za przewrotność i lekkomyślność!

Pozostałe przykłady:

Wspomnienia  z  obozu  Ravensbruck: Dzień ten był dla nas z wielu względów niezwykłym, oprócz tego, bowiem faktu, który po pewnym czasie spokoju wstrząsnął nami znowu, stało się coś, co możemy tylko cudem nazwać. Otóż tego samego dnia została rozdana Komunia św., którą nam przysłaliście. Przy czym dwie z rozstrzelanych koleżanek z naszego bloku zdołało przystąpić do tego sakramentu. Gorąco dziękujemy Bogu za ten niezwykły dowód łaski i wam także jako pośrednikom w tym akcie Opatrznosci. Przesyłamy serdeczne wyrazy wdzięczności. Towarzyszki wasze szły na śmierć dzielnie, pogodzone i opanowane. (Jak ogromną siłę daje Chrystus w Eucharystii)

„Skoro kapłan wymówił słowa konsekracji – mówi św. Gertruda – przemienił się chleb w żywego Baranka, mającego oblicze człowiecze i otoczonego promieniem gorejącym. Wszyscy Aniołowie obecni uwielbiali Go i służyli Mu, a było ich tylu, co pyłu w powietrzu. Również takie mnóstwo dusz świętych było obecnych, że mój wzrok nie mógł ich zmierzyć ani wszerz, ani wzdłuż. Jakaż wspaniała uroczystość, w której tylu Aniołów i świętych bierze udział”.

Przez ofiarowanie Mszy św. każdy człowiek wszystko uprosić może…, od Boga i od Matki Bożej, wszystko, czego zażąda dla swego zbawienia, albowiem przy Mszy św. nie modlisz się sam jeden, lecz i kapłan i Aniołowie a nawet sam Zbawiciel Chrystus Pan modli się za ciebie.  A nie tylko się modlisz, ale ofiarujesz Bogu Dar, także mający wartość, jaką ma sam Bóg.

6.IV.1936 r. młody mężczyzna Alibardi B. przyjechał do Padwy w poszukiwaniu lekarza. Jego żona od 2 dni nie mogła urodzić; nieszczęsna cierpiała straszliwie i już zaczynała umierać. Kiedy spotkał się z  O. Leopoldem Mandic, ten mu powiedział: „Proszę udać się natychmiast do Bazyliki św. Antoniego i wysłuchać Mszy św. u jego grobu. Potem proszę wrócić do domu, aby zobaczyć, co tam się dzieje. – „Ojcze, chętnie pójdę na Mszę św., teraz muszę biec po lekarza”. - „Powiedziałem, żeby poszedł Pan natychmiast wysłuchać Mszy św. – odrzekł ojciec Leopold”.
Jakby pchnięty tajemnicza siłą posłuchał, następnie pobiegł do domu. Żona jego urodziła bez najmniejszego trudu piękne dziecko. Stało się to dokładnie, kiedy po zakończeniu Mszy św. opuszczał Bazylikę. O. Leopold powiedział mu potem: - „Czy nie mówiłem, że trzeba zaufać Mszy św.”
W chwili dokonywania św. Tajemnic – pisał O. Leopold w jednym z listów – z całą siłą duszy obejmuję wszystkich, którzy mi się powierzyli. Serce mam wówczas przepełnione pewnością łask, gdyż to, o co proszę podczas Mszy św. jest niczym w porównaniu z tym, co ofiaruję. 

 

Napisz odpowiedź