Droga Siostro! (Bracie)
Sytuacja jaką przeżywasz, wydaje się może nie do opanowania. Czujesz się zapewne bezsilna widząc, że nie masz żadnego wpływu na jego picie (branie). Problem jednakże leży w tym, że nie chcesz (chyba) tej tak trudnej sytuacji zaakceptować. Dlatego pierwszy krok do normalizacji, to uznać swoją bezsilność, uznać to, że nic nie mogę zrobić. To znaczy, że nie jestem w stanie go kontrolować i zmusić do niepicia. Ale możesz dużo zrobić ze sobą i dla siebie. Zrób więc to, co jesteś w stanie zrobić. Przestań kontrolować pijącego, myśleć nieustannie o nim, dostosowywać się do niego, i robić to, co on powinien zrobić. Zacznij więc myśleć o sobie. Doprowadź się do porządku, zadbaj o swój wygląd, kontakty z przyjaciółmi, a szczególnie zadbaj o stan swojego ducha poprzez regularną spowiedź (co 4 tygodnie) i codzienną modlitwę.
Pamiętaj, że Ty nie jesteś odpowiedzialna za to, że on ma problem z alkoholem (narkotykiem…). To nie jest Twoja wina, że on zachorował. W przeciwnym wypadku mogłabyś równie dobrze sobie wyrzucać, że to przez Ciebie dostał uczulenia, albo zachorował na grypę. Nie możesz jednak rozgrzeszać się zbyt łatwo. Żona, która lekceważy swojego męża, gardzi nim, nie stara się opanować złości, nienawidzi go, zdradza, wyręcza go w jego podstawowych obowiązkach, to w oczywisty sposób przyczynia się do rozwoju nałogu, gdyż to wszystko zdecydowanie niszczy człowieka. W chrześcijaństwie nazywa się to grzechem.
Twoim zadaniem jest zacząć żyć normalnie tak jakby nie było problemu i włączać w to życie resztę rodziny. Jednakże, aby żyć normalnie, musisz spróbować odłączyć się uczuciowo od chorego (alkoholika…) i zabezpieczyć odpowiednio przed nim tak, aby objawy choroby przestały być dla Ciebie niszczące. Zamartwianie się i obsesyjne zajmowanie chorym nic nie rozwiąże, wprost przeciwnie - jest dla Ciebie paraliżujące. Takim najważniejszym zabezpieczeniem i jednocześnie koniecznym oderwaniem jest droga wiary w swoją siłę wyższą - najlepiej w Pana Jezusa, skupienie się na Nim i na tym, co powoduje wzrost tej wiary, a więc na głębokiej modlitwie. Uwierz, że wszechmocny Bóg chce Ci przywrócić pokój, uwierz i oddaj się Mu całkowicie. Takie zawierzenie jest już aktem modlitwy, która rozpoczyna proces duchowego zdrowienia i rozwoju.
Modlitwa. Modlitwą w najwyższym stopniu jest Ofiara Mszy Świętej, ponieważ jest to modlitwa - Ofiara samego Chrystusa, która staje się jednocześnie Twoją ofiarą, którą składasz poprzez ręce kapłana Bogu Ojcu. Wszystko, co człowiek może powiedzieć o wartości modlitwy, to w odniesieniu do Mszy Świętej trzeba by pomnożyć przez 1000… Jednak owoce Jej zależne są w dużym stopniu od tego, ile posiadasz w niej ufności.
Poza Mszą Św. Korzystaj także często z innych sakramentów, szczególnie z sakramentu Spowiedzi Św. Nie rzadziej niż co 4 tygodnie. Ma ona głęboko uzdrawiający, terapeutyczny charakter. Sakramenty są największymi nośnikami łaski.
Różaniec. Po Mszy św. - to najskuteczniejsza forma modlitwy. Proszę was, odmawiajcie różaniec - woła Jan Paweł II do Polaków, do wszystkich. O to samo prosi również Matka Boża w swoich objawieniach, wskazując RÓŻANIEC - jako skuteczny środek na wszystkie ludzkie bolączki. Jednakże dla uzyskania łaski trwałej, potrzebna jest decyzja odmawiania tej modlitwy nie przez pewien okres, ale przez całe życie. Pewna kobieta - żona alkoholika, kiedy jej mąż zaczynał awanturę, siadała sobie gdzieś w kąciku i zaczynała się gorliwie modlić w wielkim skupieniu. Po paru minutach chory uspokajał się.
Woda święcona. „Często doświadczam, że nie ma skuteczniejszego środka nad wodę święconą - aby przepędzić złe duchy i uniemożliwić im powrót - mówi św. Teresa z Avila. To jest doświadczenie wielu wiernych, także i moje. Dlatego święć (krop) swoje mieszkanie 2 razy dziennie, a także chorego - kilka razy - tam, gdzie jest. Odległość nie gra tu żadnej roli, ważna jest Twoja wiara i modlitwa.
Pokuta. Jest to konieczna przemiana życia. Dokonuje się ona poprzez rezygnację z czegoś, co może być dobre i godziwe, dla dobra większego, szczególnie największego, jakim jest Chrystus, chcący panować w Tobie i w Twoim chorym. Dlatego najlepszą formą pokuty jest postanowienie stałej przemiany, tak aby całe życie zawsze było zwrócone ku Chrystusowi poprzez regularna modlitwę i wyrzeczenia. Szczególnie ważna jest tu decyzja całkowitej i dozgonnej abstynencji, postu o chlebie i wodzie (w środy i w piątki, albo przynajmniej w piątki), rezygnacja z TV, odmawianie sobie czegoś - co lubisz, szczególnie używek. Każde szczere wyrzeczenie połączone z ofiarą Chrystusa pociąga za sobą duży przypływ łaski.
Egzorcyzm. Konieczna jest w walce z alkoholizmem (każdym kompulsywnym uzależnieniem: narkomanią, nikotynizmem, obżarstwem, seksem…) eliminacja, wyrzucenie złego ducha, albo przynajmniej osłabienie jego mocy. Alkoholizm jest taki straszny nie dlatego, że człowiek się oszałamia napojem C2H5OH, ale dlatego, że wykorzystując to oszołomienie, działa przez człowieka zły duch. Jest to temat tabu w poradniach i instytutach, dlatego tak mała jest skuteczność ich oddziaływania. To, że jest to faktem, stwierdza doświadczenie wielu alkoholików oraz ich rodzin, którzy i które częste odczuwają straszne skutki oddziaływania tej „choroby”, a także obecność „przyczyny” - złego ducha. Co do modlitwy egzorcyzmu, to także świeccy - na podstawie łask płynących z sakramentów: chrztu i bierzmowania mogą ją stosować jako prywatną modlitwę. Mam tu na myśli modlitwy skierowane do Chrystusa, Ducha Świętego, Matki Bożej i Aniołów, szczególnie te, polecane przez papieża Leona XIII. Gdyby ktoś czuł się na siłach zwracać się wprost do szatana, to modlitwę taką przeprowadzamy po głębokim przygotowaniu modlitewnym, spowiedzi św. I stojąc wydajemy rozkazy w imieniu Jezusa Chrystusa. Tu zalecam konsultacje z duszpasterzem. Warto dodać, że różaniec z odpowiednią intencją jest także egzorcyzmem.
Sakramentalia - są również skutecznymi kanałami łaski. Do sakramentaliów należy błogosławienie osoby uzależnionej. Błogosław go (ją) jak najczęściej dobrą intencją, znakiem krzyża uczynionym nad nim, choćby w wyobraźni (dobrze jest dodać słowa: „Niech ci Pan Jezus błogosławi”). Błogosław, nie przeklinaj, bo tak tylko pogarszasz jego i swój stan. Skuteczne też bywa używanie cudownego medalika Matki Bożej z napisem: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami…” i medalika św. Benedykta. Szatan boi się go i na ogół nie jest w stanie doprowadzić do samobójstwa człowieka noszącego medalik Matki Bożej.
Zrozumiałe jest, że piekło nie może zniszczyć tego, który jest własnością Matki Bożej. Niezwykle skuteczne jest więc także oddanie Niepokalanej na własność tego, który znajduje się w okowach nałogu. Można użyć takich słów:
„Matko Boża, Niepokalana Maryjo. Tobie poświęcam ciało i duszę /NN/, wszystkie jego (jej) modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jest i co posiada. Ochotnym sercem oddaję go Tobie w niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się nim dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką. Ufam, że w Twoim, Niepokalanym Sercu jest bezpieczny na wieki i ty będziesz dla niego Bramą Niebieską.
Każdy alkoholik lubi absorbować otoczenie sobą. Pilnie poszukuje uwagi innych, mówiąc wprost: „niańki”. Jest to bowiem z reguły twardy egoista, dlatego też nierzadko robi awantury, sceny zazdrości. Jego podejrzliwość, gburowatość, agresywność i irracjonalność powoduje, że jest nie do zniesienia, że jest nawet zagrożeniem, a przed zagrożeniem masz prawo się bronić. Najpierw wykorzystaj to wszystko, co wynika z wiary (powyżej). Zwykle, o ile jest stałość w modlitwie i ufność, to wystarczy. Jednakże czasem może być nieodzowne wezwanie policji, czy nawet zwrócenie się do prokuratora,. Kiedy jesteś zagrożona, masz do tego pełne prawo. Najlepiej jednak zapobiegać poprzez spokojne, nie prowokujące zachowanie, o ile to możliwe. Bo tego, co sam robił w trakcie picia chory zwykle nie pamięta, ale często pamięta zachowanie rodziny. Dlatego wrogie zachowanie, kiedy on jako tako dochodzi do siebie, jest dla niego niewytłumaczalne i niesprawiedliwe. Czuje się skrzywdzony, co jest z kolei dodatkowym pretekstem aby się napić, bo kiedy ma się taką rodzinę…!
Trzeba jednak pamiętać, że podstawą wszelkich stosunków społecznych jest odpowiedzialność każdego za własne postępowanie. Głównym zaś problemem alkoholika (narkomana) jest nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami bez alkoholu (narkotyku) - dlatego właśnie pije (bierze). I aby mógł pić dalej, ktoś musi mu w tym pomagać, bo to kosztuje. Zwykle alkoholik bezwzględnie szantażując, przymusza do tego rodzinę, często stawiając otoczenie przed faktem dokonanym. Sam nie robi nic, wszystko robicie za niego. I tak żona (matka…) płaci jego rachunki, sprząta po nim, kłamie, żeby go usprawiedliwić, utrzymuje go… kryjąc go w ten sposób przed skutkami i konsekwencjami picia. Dlatego może on zaprzeczać, że ma jakikolwiek problem, boi się bowiem panicznie każdej zmiany. Często też sam atakuje mówiąc, że żona (matka) ma problem i powinna się leczyć. Tak rośnie powoli między nimi mur niechęci, a potem nienawiści, ponieważ miłość nie może długo istnieć bez wymiaru sprawiedliwości. Muszą być więc wyciągnięte konsekwencje, gdyż tylko to może spowodować jego zmianę. Co więc robić dalej?
Najważniejsze - to zachować drogę wiary, miłości i prawdy. Miłość zaś jest z natury twarda i wymagająca, dlatego że jest wyrazem prawdy i przeciwieństwem obojętności. Jest konsekwentna i nic nie robi połowicznie. Nie rzuca słów na wiatr. Najważniejsze - to spowodować, aby alkoholik przekonał się, że ma problem. Nie Ty masz to zrobić, tylko stworzyć ku temu warunki.
Dobrą metodą jest skonfrontować go ze skutkami picia (brania) ponieważ chory z reguły nie zdaje sobie z tego sprawy. Boi się i unika prawdy. Wielu rzeczy rzeczywiście nie widzi i nie pamięta. Można go więc nagrać na kamerę albo na magnetofon,, a także opisać (przez różne osoby) rzeczowym i nie oceniającym tonem kilka takich sytuacji mówiących wyraźnie jak się zachowywał w trakcie picia. Potem, kiedy będzie trzeźwy, poprosić go o rozmowę i spokojnie przedstawić mu ten materiał. Dobrze jest zaprosić na takie spotkanie osobę z którą chory się liczy i która go choć trochę zna. Musisz jednak wiedzieć, co on może robić dalej, gdzie może udać się na leczenie (najlepiej zamknięte). I przestaw mu parę propozycji z żądaniem, aby teraz coś koniecznie wybrał. Pamiętaj, że jest to jedyna choroba, w której chory stara się oszukać lekarza, dlatego skapituluje tylko wobec jasnej sytuacji: albo, albo… Nie obawiaj się, Chrystus był również twardy i wymagający wobec swoich uczniów. Był jednak również gotów wybaczyć, pomóc, kiedy widział żal i wolę poprawy.
Pewien alkoholik z trwogą dzwoni do domu po dłuższej nieobecności. Spodziewa się wyrzutów, pretensji, pytań… Tymczasem słyszy w słuchawce spokojny głos żony: „Wracaj - czekamy na ciebie”. To spowodowało, że wrócił do domu pośpiesznie i nie wrócił już do kieliszka. Zaczął się leczyć. Słyszałem często od pacjentów szpitalnego oddziału odwykowego, że do szukania klina bardziej niż głód alkoholu popychał ich lęk przed spotkaniem z rodziną i poczucie winy. Alkoholik - od którego słusznie wymagasz rezygnacji z butelki, potrzebuje podtrzymania żony, czyli odrobiny ufności, akceptacji, zachęty. Zachowując pewną ostrożność, warto mu dać tę szansę, choć nie łatwo jest wyczuć kiedy i jak? (Pozytywne sygnały z jego strony to aktywne działanie - sam podejmuje leczenie, i skrucha - widzi swoje błędy i pragnie zadośćuczynić). Dlatego droga wiary i modlitwy jest tu czymś decydującym. Umocniona bowiem głęboką modlitwą i gorliwą modlitwą żona przestaje się lękać (lęk zaś jest dowodem braku wiary i prowokacją) i jest zdolna przebaczyć i szukać płaszczyzny porozumienia i uzdrowienia sytuacji. Jej uprzedzająca miłość wyrażona cierpliwością, akceptacją, ale i konsekwencją, może rzucić na jego dusze snop światła tak, że zobaczy on swoją brzydotę (ruinę) i zapragnie wrócić do trzeźwości aby nie stracić dobra, które zaczyna dostrzegać w sobie i w swojej żonie….
Nie jest to jednak reguła, dlatego potrzeba dodatkowych zabezpieczeń. Pewne - 100% zabezpieczenie nie istnieje. Dlatego najlepszą drogą - jest opierając się na Bogu (poprzez wiarę w Jego miłującą obecność i działanie) modlić się nieustannie w duchu (np.: Jezu ufam Tobie…), znosić cierpliwie wybuchy alkoholika, odpowiadając mu stanowczo, ale i z dobrocią i łagodnością; tak samo następnego dnia, kiedy jest skacowany. Bardzo potrzebna jest tu owa moc ducha, moc wiary płynąca z regularnej modlitwy. Alkoholik bowiem prowokuje i szuka prowokacji. Strach żony i innych domowników, ich - jego zdaniem nieuzasadnione pretensje, ich niechęć, wrogość, wyrzuty, izolowanie się od niego, to doskonałe preteksty do awantury, a potem do picia. Jeżeli jednak chory tego nie doświadczy, sam próbuje prowokować rodzinę swoimi pretensjami, podejrzeniami, grubiaństwem, głupotą… Jeżeli mimo wszystko trafia na cierpliwość, łagodność, dobroć, czuje się przynajmniej zawstydzony i słusznie upokorzony. Zaczyna wtedy dostrzegać, że to on jest chory i że powinien coś ze sobą zrobić. A przekonać go że jest chory i skłonić do leczenia - to więcej niż połowa sukcesu. Takie postępowanie ma oczywiście swoje granice; nie można bowiem dać się bić choremu, znieważać, kłamać za niego i dla niego ani robić tego, co w oczywisty sposób on powinien zrobić.
Konieczne jest też oparcie się na wspólnocie rozumiejącej problem, gdyż rodzinie mocno grozi stagnacja i alienacja (wyobcowanie się od społeczeństwa i brak rozwoju). Taką wspólnotą dla matek, żon… - jest AL-ANON, DDA - dla dorosłych dzieci alkoholików i AL-ATEN - dla dzieci alkoholików.
Świadectwa byłych alkoholików i ich rodzin:
10 stycznia 1991 r.
Bardzo wcześnie popadłem w nałóg pijaństwa. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że alkoholizm jest chorobą, nałogiem, z którego niełatwo się wyzwolić. Alkoholizm zabija szlachetne uczucia i wyzwala najniższe instynkty, a w końcu prowadzi do ateizmu. Odwróciłem się od Boga i Jego przykazań. Zaprzestałem praktyk religijnych, nie uczęszczałem do Kościoła. Im więcej piłem, tym dalej odchodziłem od Boga i miłości bliźniego, by w końcu znienawidzić samego siebie. Ale w tych najtrudniejszych chwilach mego życia Matka Najświętsza pozostała moją powierniczką i do Niej zwracałem się z prośbą o Jej wstawiennictwo i opiekę. Tej prośby nie odrzuciła. Pan Bóg jednak „zwlekał” z okazaniem mi swojego miłosierdzia. Nie miałem odwagi, a może nie chciałem powiedzieć swego „tak”. Dopomógł mi w tym najmłodszy synek, który mając 5 lat postanowił modlić się za tatusia tak długo, aż go Bóg wysłucha. Po roku swych skrytych modlitw do tajemnicy swej dopuścił mamusię. Żona moja w tym czasie wstąpiła do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i w czasie rekolekcji w Przemyślu podpisała abstynencję do końca życia. Do modlitw synka i żony przyłączyli się i inni. I wtedy Pan okazał mi swoje miłosierdzie. Wyzwolił mnie nie tylko z nałogu pijaństwa, ale również z innych nałogów. Nie pije już 4 lata żadnego alkoholu, będąc całkowitym abstynentem; rzuciłem też palenie papierosów i zaprzestałem wszelkich grzesznych praktyk. Pan dał mi łaskę pojednania z Nim samym i z bliźnimi. Wstąpiłem do Apostolstwa Modlitwy i nauczyłem się modlitwy, pokochałem Różaniec, którego przedtem nie rozumiałem.
Za to, że Matka Niepokalana doprowadziła mnie do swego Syna, za wyproszenie mi łaski i za to, że jestem teraz taki szczęśliwy, a rodzina moja odzyskała spokój, za to, że sam mogę być apostołem trzeźwości - dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej.
Stanisław Kloc
Grudziądz, 19 lipca 1996 r.
Chciałbym i ja publicznie opowiedzieć o moich nałogach, z których wydobyła mnie Niepokalana. Miałem trzy nałogi: alkohol, papierosy i kawa. Dziennie wypalałem od 20 do 40 papierosów. Kawy wypijałem do kilkunastu filiżanek na dzień, a nie było tygodnia, bym nie wziął butelki do ręki. Kilkakrotnie rzucałem te nałogi, ale nic z tego nie wychodziło.
Pewnego wieczora, gdy już się wydawało, że sięgnę dna, zastanawiałem się co zrobić, kto może mi pomóc, i wtedy zaświtała mi zbawcza myśl. W duchu prosiłem Matkę Bożą, by te moje ułomności wzięła na swoje barki i pomogła mi wyrwać się z toni. Następnego dnia nie sięgnąłem po papierosa, nie zaparzyłem sobie kawy, nie wziąłem kieliszka. Nie miałem żadnej pokusy. Minęło już ponad 10 lat od tamtego wieczora, i proszę mi wierzyć, ani razu nie zapaliłem, nie wypiłem kieliszka jakiegokolwiek alkoholu i ani filiżanki kawy. Przez ten czas nie miałem najmniejszej pokusy do tych nałogów. Przekonałem się sam, jak bardzo łatwo jest pozbyć się jakiegokolwiek nałogu, ofiarując go Matce Bożej. Nie muszę dodawać, jak bardzo odmieniło się moje życie osobiste i mojej rodziny. Wdzięczny jestem Matce Bożej za tę cichą interwencję w moje życie. Dodam jeszcze, że nie jest to jedyna łaska, jaką otrzymałem od Matki Bożej.
Dozgonny dłużnik S.
Bytom
Było to w szpitalu, w Bytomiu, w roku 1945.
Salowa sprząta korytarz i płacze. Podchodzę do niej i pytam, co się stało? „O, nic, proszę siostry, przykro mi, bo już wszyscy powrócili z wojny, z niewoli, z obozów, a mojego męża jeszcze nie ma. Dwa miesiąca po naszym ślubie wybuchła wojna”.
Zachęciłam ją do modlitwy i dodałam otuchy, że na pewno mąż wróci do domu. Wrócił i teraz salowa nuciła piosenki z radości, że są już razem. Radość jednak trwała krótko, bo znów posmutniała. Co się stało? - znów ją zapytałam. „Proszę siostry, tak bardzo cieszyłam się z jego powrotu, a teraz jestem tak bardzo strapiona i zrozpatrzona, bo mąż okropnie się rozpił i ciężko z nim żyć razem. Wszystko przepija. Nawet wykradł mi wełnę, którą kupiłam na sweter, i sprzedał na wódkę. Nie wiem co robić?”. Dałam jej cudowny medalik. „Proszę siostry, nie ma co próbować, gdyż go nie przyjmie”. Uczyniła tak, jak jej poradziłam, przyjęła i wszyła do marynarki, którą najczęściej nosił. W jego intencji modlitwy podwoiła. Skutek był taki, że mąż rzadziej się upijał, a po pewnym czasie przepraszał na kolanach za swoje czyny. Po długiej udręce małżeńskiej rozpoczęło się szczęśliwe życie.
Za to, co się dokonało, jestem ogromnie wdzięczna Niepokalanej Cudownego Medalika.
Siostra Miłosierdzia
Białystok, 12 lutego 1991
Moje małżeństwo już w samym początku okazało się wielką pomyłką, od której, niestety nie było odwrotu. Mój mąż, choć pochodził z porządnej, katolickiej rodziny, wykrył się jako pospolity pijak. Zaraz po ślubie zaczął się upijać, a perswazje moje, mojej mamy i teściowej nie dawały żadnego rezultatu. Życie z nim stawało się prawdziwym koszmarem. Przepijał wypłaty, wracał pijany do domu ,,zawsze szukał zaczepki i robił awantury,, bił mnie, był okrutny, znęcał się fizycznie i moralnie.. Próbował po pijanemu odebrać sobie życie, lecz go uratowałam. To znów usiłował mnie udusić lub zabić nożem. Ta straszna gehenna mojego życia trwała przez siedem długich lat.
Modliłam się do Boga, lecz moje modlitwy nie odnosiły skutku. Ogarnęło mnie ogromne przygnębienie. Często buntowałam się przeciw Bogu,, że mnie zupełnie opuścił. Wkrótce jednak wracałam do Boga i prosiłam o opamiętanie dla męża. Któregoś dnia będąc w stanie apatii wzięłam do ręki Pismo Święte. Zainteresowały mnie szczególnie opisy ewangeliczne przedstawiające Chrystusa, jak wypędzał szatana z opętanych. W dzisiejszej dobie ludzie nie wierzą w szatana i opętanie. Uważają to za wytwór wyobraźni lub przeżytek. Ja zaś, mając pod swoim dachem okropne doświadczenia, doszłam do wniosku, że mój mąż jest opętany. Opętany do tego stopnia, że nie zdawał sobie sprawy ze zła, jakie wyrządzał i w jakim sam tkwił. Zwróciłam uwagę na fragment ewangeliczny: uzdrowienie epileptyka. Uczniowie Chrystusa nie mogli wyrzucić ducha nieczystego z chłopca. Uczynił to dopiero sam Jezus. Kiedy zapytali Mistrza, dlaczego oni nie mogli wyrzucić, rzekł im: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. Dane mi było wówczas poznać, że muszę podjąć jakiś akt heroiczny, który przyczyni się do przemiany wewnętrznej mojego męża. Byłam gotowa złożyć każdą ofiarę, aby przerwać tę nieznośną sytuację, która mnie doprowadzała do granic wytrzymałości. W końcu zdecydowałam się i podjęłam zobowiązanie, że do końca życia co roku będę pościć ściśle przez dziewięć wtorków poprzedzających święto św. Antoniego Padewskiego oraz odmawiać w tych dniach nowennę, a 13 czerwca uczestniczyć we Mszy św. w sanktuarium.
Po złożeniu zobowiązań w intencji abstynencji męża miałam taki oto sen. Przyśniła mi się figurka Matki Bożej, stojąca na wysokim cokole, jakby na cmentarzu, gdyż otoczona była mnóstwem ogromnych krzyży. W pewnej chwili Maryja zaczęła do mnie coś mówić, ale Jej słowa zagłuszał jakiś hałas. Później Matka Boża wyciągnęła do mnie rękę, ale była tak wysoko, że musiałam wspinać się na palcach i z wielkim trudem dosięgłam jej ręki. Był to sen a nie zjawisko nadprzyrodzone, więc odniosłam się do niego z rezerwą. Jednajże to, co wkrótce nastąpiło, zmieniło radykalnie mój pogląd. Któregoś dnia mąż wrócił do domu i dziwnie wyglądał, tak jakby przebył ciężką chorobę. Myślałam początkowo, że znów jest pijany. Nawet gdy zaczął coś mówić o złożeniu przysięgi, że wstrzyma się od alkoholu, wydało mi się to niedorzeczne, gdyż i wcześniej podejmował tego typu zobowiązania których nie dotrzymywał. On jednak nalegał, że pójdzie do spowiedzi, a po Mszy św. w kościele złoży przyrzeczenie na jeden rok, bo tak jak dotąd dłużej nie może żyć. Stało się tak, jak postanowił, i przysięgi dotrzymał. Po roku znowu złożył przysięgę na dwa lata. Po dwóch latach ponownie złożył przysięgę. I tak jest do dziś - a od tamtych strasznych czasów upłynęło lat dwanaście. Prawdziwy cud! Mąż jest teraz całkowitym abstynentem. Ukończył technikum, w pracy cieszy się powszechnym szacunkiem i autorytetem, jest szlachetnym, wspaniałym mężem i ojcem. Sąsiedzi, którzy znali sytuację, początkowo byli zdziwieni, że człowiek tak upadły moralnie, będący na marginesie życiowym, mógł się tak bardzo zmienić. A ja dziękuję Matce Bożej i co roku przez ręce św. Antoniego ofiaruję post i modlitwę jako wotum wdzięczności.
KRAJOWY KOMITET SŁUŻB AL.-ANON
Klub Abstynenta. Al. Marcinkowskiego 20
61-857 Poznań
tel. (061) 53-16-16, 52-95-70 w każdy poniedziałek od godz. 18.00 oraz: 532-986 (Anna), 205-708 (Maria), 202-384 (Bogumiła)

